Archiwum dla Czerwiec, 2010

Czerwiec 25, 2010

O wyborach okiem tatusia.

Ostatnio trafiłem na felieton Sakiewicza, który 100% oddaje moje nastroje przed drugą turą wyborów prezydenckich (ale też w kwestii nadchodzących samorządowych i parlamentarnych):

Nie chcę Komorowskiego nie dlatego, że jest drętwy, dupowaty, nie ma pojęcia o ekonomii i jest niedouczony z podstaw geografii. Wszak w Samoobronie też to była norma, a jakoś ich ścierpiałem. Jestem przeciw Komorowskiemu, ponieważ broni WSI, należy do bezideowej grupy biznesowo-politycznej, która od ponad dwudziestu lat trzęsie Polską, oddala nas od sojuszu z USA, a przybliża do rosyjskiej strefy wpływów. Obarczam jego ekipę polityczną winą za stan obecnego śledztwa w sprawie katastrofy w Smoleńsku, a nawet za to, że elita polskiego państwa została na taką katastrofę narażona. Wolę Kaczyńskiego, bo ufam, że nigdy nie pogodzi się z tuszowaniem śledztwa w sprawie największej tragedii po 1945 r., zadba o to, żeby Polska nie stała się zabawką w rękach ościennych krajów, a po jego zwycięstwie zwykli zjadacze chleba będą mieli choć jeden urząd dbający o ich prawa.

Całość tekstu tutaj.

Czerwiec 19, 2010

Pendrivelinux.

Ostatnio padł mi laptok. Tzn dokładniej, żona “ściągnęła” go nieopatrznie ze stołu podczas odkurzania. Pojawił się badblock, który być może ma związek z nieudanym suspendem, ciężko to stwierdzić, ale już coś takiego widziałem…

Najprawdopodobniej jutro czeka mnie zabawa w rozmontowywanie R61i coby go trochę podratować, ale w międzyczasie przyszło mi do głowy zainstalowanie linuksa na pendrive. Takoż też zrobiłem za pomocą tego narzędzia:

http://www.pendrivelinux.com/

Zanabyłem 4GB pendrive za jedyne 35zł i zainstalowałem Ubuntu 10.04 z opcją “persistance”. Muszę przyznać, że to bardzo wygodne. Mam pracowego laptoka (też Lenovo) na którym jest Vista. Używać się tego kompletnie nie da. Ubuntu działa rewelacyjnie, tak że nawet jak mi Debian zdechnie, albo mój prywatny laptok, jest to jakieś ratunkowe rozwiązanie, nie mówiąc już o tym, że można takiego pendrive’a wetknąć w jakikolwiek komputer z możliwością bootowania z dysku USB i jest duża szansa, że Ubuntu uruchomi się w takim stanie, w jakim go ostatnio zostawiłem, z wszystkimi moimi ustawieniami.

To jest jedna z zalet Linuksa. Takie rzeczy (to tylko w Erze) robi się łatwo.

Czerwiec 18, 2010

Hammer smashed face.

Ostatnio na YT coraz więcej odkrywam czystego geniuszu. Ten koleś po prostu rządzi.

Po kilkunastu latach odkąd usłyszałem Hammer smashed face Kanibali po raz pierwszy, wreszcie zrozumiałem tekst. Covery Metalicy, Abby w wersji death metalowej… po prostu pełen podziw.

:)

Tagi:
Czerwiec 14, 2010

Deadbian.

Znów to samo. Po ostatnich aktualizacjach KDE4 zdechło. Po splashscreenie jest biały ekran i plasmadesktop leży. Wcześniej miałem podobnie, gdy mysql i openvirtuoso nie chciały działać, a teraz, nie wiem o co chodzi.

Tak ładnie działał u mnie testing… Załamuje mnie to. Lubię Linuksa, pewne narzędzia i metody pracy pod Linuksem są nieosiągalne pod Windows. Tylko dlaczego od strony użytkowej to ciągle taka walka? Mam nadzieje, że po kolejnych aktualizacjach się poprawi, a w niedługim czasie testing zostanie zamrożony.

Martwi mnie tylko fakt tego, że przy zakupie następnego laptopa znów będą problemy. A kiedyś, co prawda na beżowych blaszakach za czasów Slackware wszystko działało tak pięknie.

Eh. Miałem kiedyś nadzieje, że z zapowiedzi Google powstanie jakiś godny uwagi produkt. Póki co, jakoś tego nie widzę.

To jest trochę smutne, po kilkunastu latach używania Linuksa, przyjdzie mi wrócić do Windows…

PS. Deadbiana udało mi się reanimować, niestety network-manager-kde nie działa (nie łączy się z Wifi po WPA2/PSK). Zobaczymy co przyniosą dzisiejsze aktualizacje.

Czerwiec 9, 2010

Cuda naprawdę się zdarzają.

Jest to nawiązanie do wpisu sprzed lat: http://blog.greblus.net/2007/03/09/cuda-sie-zdarzaja/

Ostatnimi czasy ostrość widzenia w jedynym oku mojej mamy spadła o połowę. Różnica była taka, że na 42″ tv nie widziała napisów informacyjnych…

W Krakowskiej Intermedice okuliści stwierdzili bardzo poważną makulopatię cukrzycową, liczne wybroczyny, wysięki, które zagrażały siatkówce. Za namową jednej z Pań dr. poszliśmy na laseroterapię zmienionych naczyń. Na początku Pan doktor był miły i chętny do wykonywania zabiegów (jeden ok 200-250zł), po pierwszym zabiegu jednak zwątpił, zbladł i stwierdził, że zamiast zapowiadanych 5-6 zabiegów, zrobiłby może jeszcze jeden.  Pojechaliśmy z mamą do Tychów, od pierwszego laserowania minęły ok 3 tygodnie. Podczas badania dr. Szendzielorz stwierdził, że jest ok. Ostrość widzenia mimo wcześniejszych sceptycznych rokowań powróciła do przyzwoitego poziomu. Zlecił jeszcze zrobienie tomografii siatkówki OCT i wtedy się zaczęło. Okazało się, że poprzez zmiany w ciele szklistym występuje tzw. efekt pociągania siatkówki, ze względu na fakt że jest to jedyne oko, operacja nie wchodziła w grę. Dr. Szendzielorz zasugerował podanie Avastinu. Nie można było tego jednak zrobić w Polsce, bo lek jest dopuszczony u nas jedynie do leczenia raka jelita grubego. To nic, że z powodzeniem może być i jest stosowany w okulistyce. Lek u nas dopuszczony, Lucentis jest ok. 5 razy droższy, przy podaniu go w tzw. prywatnej placówce. O tym, że sam Avastin w hurtowni kosztuje ok 25zł nie wspomnę. Podanie Avastinu w Ostravie miało nas kosztować ok. 750zł, więc ok. Mama wybrała się na wycieczkę do Czech. Po wielokrotnych badaniach lekarze w Ostravie odmówili podania Avastinu, twierdząc, że to nic nie da… Było to dla mnie niezrozumiałe aż do wczoraj. Dr. Szendzielorz porównując OCT sprzed miesiąca i to zrobione w Czechach, stwierdził, że problem się sam rozwiązał. Doszło do oddzielenia w tylnej części ciała szklistego i efektu pociągania nie ma. Jest ok. Ostrość widzenia 5/5. Organizm sam dał sobie radę z problemem…

Muszę przyznać, że odetchnąłem z ulgą.

Na zakończenie dodam jeszcze podziękowania za pomoc mojej skromnej osobie. Wczoraj przed wyjazdem pogryzł mnie pies sąsiada. Pogłaskałem go i gdy już cofałem rękę rzucił się na nią z zębiskami. Biedny psi agresor po 4 latach w schronisku musiał totalnie ześwirować. Efekt był tego taki, że pokrwawiłem pół korytarza. Zabandażowałem łapkie i pojechaliśmy, choć biegi to ciężko było mi wrzucać, zwłaszcza w drodze powrotnej. Ale do czego zmierzam – dr. Szendzielorz jest prawdziwym lekarzem. Chciał się facet ze mną pożegnać jak wychodziliśmy z gabinetu (ok. 22.30). Podałem mu rękę dość niechętnie, a on zapytał co mi się stało. Jak tylko odpowiedziałem sprawdził mi temp. czoła i ku zdziwieniu lekarki która mu asystuje, nakazał wypisanie antybiotyku. Antybiotyk zjadłem na noc i pewnie dzięki temu jakoś dziś funkcjonuje. Co mogę powiedzieć, genialny okulista, a przy tym lekarz, który pomaga w róznych okolicznościach :>. Szkoda, że ich tak mało.

Dość tego pisania, czas posmarować moją wielką prawicę Altacetem.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.