Archiwum dla Wrzesień, 2010

Wrzesień 29, 2010

Czy dużo straciliśmy?

Tak mnie ostatnio melancholijnie nastraja nadchodząca jesień. Czasem przypadkiem trafię na jakiś film z Youtube i zaczynam się zastanawiać. Tym razem trafiło na przemyślenia typu “co by było gdyby?” i “ile straciliśmy żyjąc w komunie?”.

Ale od początku. Trafiłem na improwizację zabawnego Kanadyjczyka:

Zachęcony przez jeden z niewielu pozytywnych komentarzy, zaglądnąłem na resztę twórczości Davida i okazało się, że to kolejny człowiek orkiestra: perkusista, basista, klawiszowiec i do tego jeszcze całkiem zabawny “stand-up comedian”.

http://www.youtube.com/user/DavidMeShow

Potem pojawiło się pytanie: ile straciliśmy żyjąc w PRL. Chodząc w dziurawych butach i bawiąc się na placach budowy ogromnych krakowskich sypialni z wielkiej płyty. Co by było gdybyśmy jako dzieci mieli równe szanse?

Swoją pierwszą gitarę kupiłem w wieku 31 lat, za dość ciężko zarobione pieniądze, za które może kiedyś (jak mi żona pozwoli) kupię swoją pierwszą perkusję (elektroniczną, żeby zmieściła się w 44 metrach użytkowych poddasza, które jeśli wszystko się uda i bank okaże nam łaskę, odbierzemy za jakieś 2 tygodnie).

Owszem, dostaliśmy coś w zamian – dzieciństwo wspominam jako okres całkowitej swobody, bezpieczeństwa, dziecięcej wolności… Nikt spośród moich kolegów i koleżanek nie został pobity, zgwałcony, molestowany… Nikomu nic się nie stało. W dzisiejszych kryteriach taki “samopas” jak wtedy panował, pewnie zostałby sklasyfikowany jako patologia, ale byliśmy szczęśliwymi dzieciakami. Takimi wesołymi, umorusanymi i biednymi zarazem. Fakt, zawsze czegoś brakowało, ale z drugiej strony było więcej takiej codziennej normalności.

A wszystko konkluduje jednym stwierdzeniem: dalej żyjemy w komunie, tylko już nie jest spokojnie. Z nieistotnych trybików machiny PRL staliśmy się nieistotnymi, ale mocno obciążonymi trybami machiny pod nazwą “taniej siły roboczej dla byłych ubeków, ich kolegów i innych kombinatorów”.

Eh, trzeba wreszcie wziąć dupe w troki i rozkręcić tą od lat wspominaną “własną działalność importową”. Dość ględzenia… Wracam do pracy.

Wrzesień 24, 2010

Mały i duży Portek.

Po ostatnio opublikowanej wiadomości o odejściu dużego Portka z Dream Theater sporo jest komentarzy sugerujących, że być może było więcej powodów jego odejścia. Ludzie sugerują, że Mike znów zaczął przygodę z narkotykami (w co nie jestem w stanie uwierzyć), że być może pokłócili się bardzo poważnie i jakieś stare waśnie odżyły ze zdwojoną siłą…

Ja to oceniam inaczej. Po 25 latach ciągłego wariactwa Mike miał pełną świadomość, że ostatnia twórczość DT, to już nie to samo i logicznie myśląc stwierdził, że 2-3 lata luzu dobrze im wszystkim zrobi, tym bardziej, że wszyscy mają jakieś tam kariery solowe (LaBrie i Petrucci właśnie wydają jakieś nowe płyty). Ale być może były jeszcze inne powody. Może stwierdził, że oprócz swojego muzycznego dziecka, ma jeszcze inne. Poza tym, facetowi niedawno zmarł ojciec… Ktoś, od kogo to wszystko tak na prawdę się zaczęło.

Poniżej filmik, który trochę mnie rozweselił:

Moim zdaniem minie trochę czasu i Mike wróci. Przecież DT to jego rodzina, ludzie bardzo sobie bliscy. (ZTCP żona Petrucciego i żona Myunga, to kumpele żony Majka z Meanstreak).

Każdy czasem musi odpocząć. Nie mogę się jednak oprzeć dziwnemu wrażeniu, że nowa płyta bez niego, będzie inna, lepsza? Być może są jeszcze obszary muzyki na których panowie z DT nie gościli? Każda supergrupa miała takie momenty (dla mnie najlepszym przykładem jest Deep Purple i niesamowite utwory z Davidem Coverdalem – Mistreated miażdży).

Tagi:
Wrzesień 23, 2010

Równość absurdu. Absurd równości.

Dziś rano jadąc do pracy słuchałem rozmowy z P. Elżbietą Radziszewską, pełnomocnikiem rządu ds równego traktowania, która za oczywistą oczywistość trafiła na pierwsze strony gazet. Mowa tu o jej stwierdzeniu, że szkoła lub instytucja wyznaniowa może zwolnić nauczyciela homosia, który się zdekonspirował w atmosferze miłości.

Trafiłem potem na wpis na blogu pewnego złośliwego staruszka i kusiło mi, żeby napisać komentarz, ale sobie odpuściłem, tak jak ostatnio odpuszczam w kwestii krzyża, katastrofy smoleńskiej, rządów PO, prezydenta, którego jakoś ciężko mi traktować z należytym szacunkiem, etc, etc… Cholera, martwiące to, ale się poddaje. Swoje poglądy w obliczu wszechobecnego, postępującego liberalnego zidiocenia, często pozostawiam samemu sobie. Ciekawe ilu ludzi ma tak samo?

Cała ta dyskusja wokół Pani Radziszewskiej jest mocno bez sensu. Tusk od razu powinien był powołać na to stanowisko kogoś innego, najlepiej jakiegoś skrajnego lewaka albo zadeklarowanego pedała/lesbijkę (na pewno ktoś by się znalazł, w dobie równości i wolności obyczajowej). Może wtedy znalazłoby się w mediach miejsce na merytoryczną dyskusję o zadłużeniu Państwa, kreatywnej księgowości zielonej wyspy, podwyżce VAT i innych niewygodnych kwestiach.

Przepraszam, zapomniałem, że o to przecież chodzi – generowanie tematów zastępczych jest receptą na utrzymanie się przy władzy.

Wracając do tematu, prawda jest taka, że pracodawca (bez znaczenia czy jest nim szkoła wyznaniowa, czy pracownia spawalnictwa artystycznego) i tak zwolni zadeklarowanego pedała, czy lesbijkę, jeśli będą mu oni przeszkadzać. I nie potrzeba do tego specjalnych uregulowań przezornej legislatywy.

Załóżmy, że jako nawrócony ex-ateista wyślę swojego syna do prywatnej szkoły “wyznaniowej” licząc na to, że uniknie liberalnej formy współczesnego kształcenia. Czy w imię równości muszę akceptować fakt, że pan od polskiego jest zadeklarowanym gejem walczącym o prawo do afiszowania się ze swoim wrażliwym odbytem? Otóż wg niektórych, tak. Muszę akceptować. Wk. mnie to, bo nie lubię jak się mnie do czegoś zmusza. Tym bardziej jak zmusza mnie mniejszość, której nie akceptuję.
Wrzesień 11, 2010

Jeszcze w kwestii instrumentów lutniczych…

Tym razem w rosyjskim wykonaniu, jedyna w swoim rodzaju:

Tagi:
Wrzesień 10, 2010

Mike Portnoy odchodzi z Dream Theater.

Dziś dostałem DT newsletter z taką wiadomością:

MIKE PORTNOY’S PRESS RELEASE

Wednesday September 8th 2010

I am about to write something I never imagined I’d ever write:

After 25 years, I have decided to leave Dream Theater….the
band I founded, led and truly loved for a quarter of a century.

To many people this will come as a complete shock, and will also
likely be misunderstood by some, but please believe me that it
is not a hasty decision…it is something I have struggled with
for the last year or so….

After having had such amazing experiences playing with Hail,
Transatlantic and Avenged Sevenfold this past year, I have sadly
come to the conclusion that I have recently had more fun and
better personal relations with these other projects than I have
for a while now in Dream Theater…

Please don’t misinterpret me, I love the DT guys dearly and have
a long history, friendship and bond that runs incredibly deep
with them…it’s just that I think we are in serious need of a
little break…

Dream Theater was always my baby…and I nurtured that baby
every single day and waking moment of my life since 1985…24/7,
365…never taking time off from DT’s never-ending
responsibilites (even when the band was “off” between cycles)…
working overtime and way beyond the call of duty that most sane
people ever would do for a band…

But I’ve come to the conclusion that the DT machine was starting
to burn me out…and I really needed a break from the band in
order to save my relationship with the other members and keep
my DT spirit hungry and inspired.

We have been on an endless write/record/tour cycle for almost 20
years now (of which I have overseen EVERY aspect without a
break) and while a few months apart from each other here & there
over the years has been much needed and helpful, I honestly
hoped the band could simply agree with me to taking a bit of a
“hiatus” to recharge our batteries and “save me from
ourselves”…

Sadly, in discussing this with the guys, they determined they do
not share my feelings and have decided to continue without me
rather than take a breather…I even offered to do some
occasional work throughout 2011 against my initial wishes,
but it was not to be…

While it truly hurts for me to even think of a Dream Theater
without Mike Portnoy (hell, my father named the band!!),
I do not want to stand in their way…so I have decided to
sacrifice myself and simply leave the band so as to not hold
them back against their wishes….

Strangely enough, I just read an interview that I recently did
that asked me about the future of DT and I talked about “always
following your heart and being true to yourself”…sadly I must
say that at this particular moment, my heart is not with Dream
Theater…and I would simply be “going through the motions”,
and would honestly NOT be true to myself if I stayed for the
sake of obligation without taking the break I felt I needed.

I wish the guys the best and hope the music and legacy we
created together is enjoyed by fans for decades to come…I am
proud of every album we made, every song we wrote and every
show we played….

I’m sorry to all the disappointed DT fans around the world…
I really tried to salvage the situation and make it work…
I honestly just wanted a break (not a split)…but happiness
cannot be forced, it needs to come from within….

You DT fans are the greatest fans in the world and as you all
know, I have always busted my ass for you guys and I hope that
you will stay with me on my future musical journey, wherever it
may lead me….(and as you all know my work ethic, there will
surely be no shortage of future MP projects!)

Sadly…
Your fearless ex-leader and drummer,
MP

To się podziało. Przy ostatniej płycie miałem już jakieś takie niejasne przeczucia, że coś z chłopakami jest nie tak (płyta bez “tego czegoś” co zawsze charakteryzowała DT, zrobiona nieco na siłe, żeby nie powiedzieć dla pieniędzy). Szkoda. Ale znając Portka da se rade. Tylko co dalej z DT?

Tagi:
Wrzesień 6, 2010

Benchmark kreatywny…

Czyli: “Jak szybki jest google-chrome”?

Tak się powinno robić benchmarki dla ludu :) .

Tagi:
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.