Archiwum dla ‘zdrowie’

Lipiec 7, 2011

Proza życia…

Mam ochotę na blusa i flaszkę w samotności. Niestety w najbliższych dniach niewykonalne. Czemu blusa? Bo oglądanie siebie za lat czterdzieści kilka przygnębia, bo pracuje w nienormalnej firmie, w nienormalnym kraju i niby zarabiam nienajgorzej, a brakuje do pierwszego. Bo moja mama miała ciężki zawał i nic nie mogę zrobić, tylko się do niej ciepło uśmiechać i wierzyć, że będzie dobrze… Kurwa mać. To nie fair. Tym razem to chyba ja potrzebuje wsparcia, bo czuję pustkę i niemoc.

Czerwiec 9, 2010

Cuda naprawdę się zdarzają.

Jest to nawiązanie do wpisu sprzed lat: http://blog.greblus.net/2007/03/09/cuda-sie-zdarzaja/

Ostatnimi czasy ostrość widzenia w jedynym oku mojej mamy spadła o połowę. Różnica była taka, że na 42″ tv nie widziała napisów informacyjnych…

W Krakowskiej Intermedice okuliści stwierdzili bardzo poważną makulopatię cukrzycową, liczne wybroczyny, wysięki, które zagrażały siatkówce. Za namową jednej z Pań dr. poszliśmy na laseroterapię zmienionych naczyń. Na początku Pan doktor był miły i chętny do wykonywania zabiegów (jeden ok 200-250zł), po pierwszym zabiegu jednak zwątpił, zbladł i stwierdził, że zamiast zapowiadanych 5-6 zabiegów, zrobiłby może jeszcze jeden.  Pojechaliśmy z mamą do Tychów, od pierwszego laserowania minęły ok 3 tygodnie. Podczas badania dr. Szendzielorz stwierdził, że jest ok. Ostrość widzenia mimo wcześniejszych sceptycznych rokowań powróciła do przyzwoitego poziomu. Zlecił jeszcze zrobienie tomografii siatkówki OCT i wtedy się zaczęło. Okazało się, że poprzez zmiany w ciele szklistym występuje tzw. efekt pociągania siatkówki, ze względu na fakt że jest to jedyne oko, operacja nie wchodziła w grę. Dr. Szendzielorz zasugerował podanie Avastinu. Nie można było tego jednak zrobić w Polsce, bo lek jest dopuszczony u nas jedynie do leczenia raka jelita grubego. To nic, że z powodzeniem może być i jest stosowany w okulistyce. Lek u nas dopuszczony, Lucentis jest ok. 5 razy droższy, przy podaniu go w tzw. prywatnej placówce. O tym, że sam Avastin w hurtowni kosztuje ok 25zł nie wspomnę. Podanie Avastinu w Ostravie miało nas kosztować ok. 750zł, więc ok. Mama wybrała się na wycieczkę do Czech. Po wielokrotnych badaniach lekarze w Ostravie odmówili podania Avastinu, twierdząc, że to nic nie da… Było to dla mnie niezrozumiałe aż do wczoraj. Dr. Szendzielorz porównując OCT sprzed miesiąca i to zrobione w Czechach, stwierdził, że problem się sam rozwiązał. Doszło do oddzielenia w tylnej części ciała szklistego i efektu pociągania nie ma. Jest ok. Ostrość widzenia 5/5. Organizm sam dał sobie radę z problemem…

Muszę przyznać, że odetchnąłem z ulgą.

Na zakończenie dodam jeszcze podziękowania za pomoc mojej skromnej osobie. Wczoraj przed wyjazdem pogryzł mnie pies sąsiada. Pogłaskałem go i gdy już cofałem rękę rzucił się na nią z zębiskami. Biedny psi agresor po 4 latach w schronisku musiał totalnie ześwirować. Efekt był tego taki, że pokrwawiłem pół korytarza. Zabandażowałem łapkie i pojechaliśmy, choć biegi to ciężko było mi wrzucać, zwłaszcza w drodze powrotnej. Ale do czego zmierzam – dr. Szendzielorz jest prawdziwym lekarzem. Chciał się facet ze mną pożegnać jak wychodziliśmy z gabinetu (ok. 22.30). Podałem mu rękę dość niechętnie, a on zapytał co mi się stało. Jak tylko odpowiedziałem sprawdził mi temp. czoła i ku zdziwieniu lekarki która mu asystuje, nakazał wypisanie antybiotyku. Antybiotyk zjadłem na noc i pewnie dzięki temu jakoś dziś funkcjonuje. Co mogę powiedzieć, genialny okulista, a przy tym lekarz, który pomaga w róznych okolicznościach :>. Szkoda, że ich tak mało.

Dość tego pisania, czas posmarować moją wielką prawicę Altacetem.

Marzec 9, 2007

Cuda się zdarzają.

Choć jestem sceptykiem skłaniam się ku małym cudzie, za sprawą pewnego niesamowitego człowieka, ale o tym za chwilę. Najpierw chciałem nielicznych czytaczy uspokoić – ten wpis jest wyjątkiem – po prostu muszę o tym napisać i tylko dlatego dodaje kategorię “prywatne”.

Teraz od początku. Ostatnie kilka miesięcy upłynęło pod znakiem obserwowania jak moja mama traci wzrok. W jednym oku straciła wzrok dawno temu (jaskra), a teraz, całkiem niedawno, bo w październiku 2006 jakiejś młodej okulistce wymskło się przez przypadek, że mama ma jaskrę i zaćmę w drugim oku. Ciekawostką jest, że mama leczyła się kilkanaście lat w 5 WSK w Krakowie, uważanym za dość przyzwoity szpital. Po co to piszę? Bo jest to karygodne zaniechanie i myślę, że nie tylko w mojej ocenie. Wystarczyło przecież powiedzieć krótko – idźcie sobie prywatnie, bo to poważna sprawa, a w ramach NFZ będzie się to ciągło latami.

Człowiek widzący na jedno oko jest “przetrzymywany” na lekach z nadzieją, że może wkrótce umrze i problem sam się rozwiąże? Napisałbym coś brzydkiego, ale postaram się jednak to przemilczeć.

Wracając do głównej historii, potem miła i kompetentna pani dr. z przychodni w tzw. ośrodku zdrowia wystawiła mamie skierowanie do szpitala i można było chociaż spróbować coś zrobić.

Żeby nie przedłużać, nikt w Krakowie nie chciał się podjąć operacji, na szczęście jedna pani doktor (kiedyś ze szpitala w Witkowicach) zarekomendowała mi lekarza, o którym wtedy jeszcze nic nie wiedziałem. Potem były badania, niewyjaśniona (dramatyczna) dalsza utrata wzroku po zabiegu irydotomii przeprowadzonej przeż tą panią doktor, wizyty w krakowskiej Intermedice (to jedna z klinik, w których rekomendowany pan doktor operuje prywatnie). Oczywiście plan był taki, żeby zrobić operację prywatnie – termin w ramach NFZ luty marzec 2008). Co się okazało – pan doktor Jacek Szendzielorz – bo tak się nazywa ten niesamowity człowiek, zbadał mamę i zarezerwował miejsce na oddziale Szpitala Wojewódzkiego w Tychach, z terminem wykonania zabiegu ok. miesiąca.

Ktoś mógłby pomyśleć, że tu zaczyna się szara strefa polskiego lecznictwa, otóż niespodzianka – mimo tego, że przecież mając do czynienia z laikiem, dr. mógł zrobić operację odpłatnie, stwierdził, że ryzyko jest zbyt duże i stąd propozycja wykonania operacji (dwóch jak się okazało) w Tychach:

http://www.szpitaltychy.pl/strona/kod/od…

Co więcej, za moje pytanie na temat “odpłatności” dostałem niemalże po głowie.

W ten poniedziałek zawiozłem mamę do szpitala, gdzie razem z bratem porozmawialiśmy z panem Szendzielorzem i muszę przyznać, że rozmowa była zaskakująca, parafrazując:

- a jak w kwestii tzw. “dodatkowych gratyfikacji”
- nawet niech panowie nie próbują, my tu staramy się ocalić wzrok mamie, a nie zarobić jakieś pieniądze. Pieniądze zarabiam w prywatnych klinikach, w których operuje.
- niech Pan nie ma nam za złe, ten termin, przyjęcie, to wszystko wygląda jak z bajki
- sprawa jest prosta – przypadek szczególny, za dwa trzy miesiące nie byłoby być może co operować

Szczęka mi opadła.

Operacja była we środę, lekarz mimo sześciu innych operacji, które miał jeszcze do zrobienia podszedł i powiedział, że wszystko poszło świetnie (jak ten człowiek ma na to wszystko siłę), a podczas operacji był bardzo miły, mama sie zakochała ;) .

Wczoraj, po zdjęciu opatrunku, zaczęła widzieć. Już teraz widzi znacznie lepiej (o wieeeele lepiej), nie muszę chyba mówić jak wielki kamień spadł mi z serca i jak bardzo jestem wdzięczny, a piszę to w zasadzie z kilku powodów.

Po pierwsze, zacząłem się zastanawiać jak bardzo “czarne owce” braci lekarskiej psują jej wizerunek i ile ich tak na prawdę jest. Czy dr. Szendzielorz jest aż takim wyjątkiem, czy proporcje są jednak odwrotne? Ci źli są wyjątkowo skuteczni w kreowaniu wizerunku?

Zastanawia mnie jeszcze coś innego – jako że jestem od bardzo dawna zdeklarowanym korwinistą-mikkistą, wolałbym żeby te wszystkie usługi były odpłatne i w pełni regulowane w ramach wolnego rynku usług.
Jednak nie mogę zrozumieć jak to jest. Wygląda na to, że się da, pracować z powołania, lecząc ludzi bezinteresownie, a jednocześnie prowadzić prywatną praktykę i funkcjonować jak należy. Może rozwiązaniem byłaby częściowa odpłatność usług medycznych. W ramach placówek tzw. państwowych pozwoliłoby to w dużym stopniu rozwiązać problem braku środków finansowych. Tylko tak na prawdę już tak jest – poziom opieki medycznej w ramach ubezpieczenia jest bardzo niski (nie ma co ukrywać) i tak mnóstwo ludzi leczy sie prywatnie. Na pewno formalne (ustawowe) określenie tego faktu byłoby mniej hipokrytyczne niż sytuacja obecna i może przyspieszyłoby zmiany, które i tak muszą nastąpić?

Na zakończenie tego przydługiego wpisu, konkluzja jest jedna: są na tym świecie ludzie niesamowici, chcący za wszelką cenę pomóc drugiemu człowiekowi. Byłem, widziałem i uwierzyłem. Dzięki nim, przynajmniej odrobinę można zmienić zdanie na temat środowiska lekarzy.

A Pana Szendzielorza będę reklamował, polecał i wychwalał każdemu, kto tylko będzie potrzebował pomocy okulistycznej – niesamowity człowiek i niesamowity lekarz (ja w każdym razie nikogo takiego dotąd nie spotkałem).

Aktualizacja: wkrótce napiszę do tej historii kontynuację. Niestety przez zaniechanie służby zdrowia i zwyczajną głupotę i niewiedzę lekarza okulisty zajmującego się moją mamą, po trzech latach znów musimy walczyć o to szczątkowe widzenie w jedynym oku… Była już nawet wycieczka do Ostravy, celem podania Avastinu. 8 czerwca 2010 kolejna wizyta w Tychach u dr. Szendzielorza. Oby coś konstruktywnego wymyślił.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.