Tremolo locker.

Mój najlepszy kolega Krzyś zrobił mi dziś blokadę tremolo wykorzystując co wpadnie w ręce w naszym firmowym warsztacie.

Tym sposobem Cort  ma w końcu „stały mostek” i znacznie dłuższy sustain. Mostek jest zdecydowanie lepiej ustawiony i krawędź mocniej „siedzi” na śrubach. Mam tylko jedno spostrzeżenie: większość ludzi sugeruje montaż przy „zbalansowanym” mostku idealnie równoległym do deski gitary. Wydaje mi się to o tyle niekorzystne, że gdy mostek jest idealnie równolegle, blok nie dociska do tremlockera. Ja postanowiłem przeciągnąć nieco mostek naprężając mocniej sprężyny. Dzięki temu idealną pozycję mostka reguluję śrubką na tremlockerze i dzięki sile naciągu sprężyn nie ma „stuków puków” bloku o tremlockera np jak położę rękę na mostku.

Reklamy

Przeniesienie istniejącej instalacji na pendrive.

Taką miałem potrzebę. Ostatnimi czasy devowie Archa postanowili, że nowe obrazy instalacyjne mojej ulubionej dystrybucji zostaną zmienione. Po pierwsze nie ma już skryptów instalatora w dialogu. Wszystkie operacje podczas instalacji wykonujemy ręcznie, jak za starych dobrych czasów (i to mi się akurat podoba), jednak nie ma możliwości instalacji base systemu z płytki, wszystkie pakiety muszą być ściągnięte z internetu. Mój net akurat trochę kiepski jest, więc postanowiłem skopiować /root z laptopa, a potem dodać bootloader. Z grubem2 sobie nie poradziłem, ale na ten sam problem napotkałem przy użyciu syslinuxa. Dysk usb nie był widziany bo initramfs-linux standardowo nie ma obsługi USB. Dodanie „usb” do HOOKS w /etc/mkinitcpio.conf i wygenerowanie ramdysków za pomocą: mkinitcpio -p linux załatwia sprawę.

Pozostałem przy syslinux z uwagi na minimalizm i przejrzystość konfiguracji. /boot/syslinux/syslinux.cfg dla mojego pendrive’a wygląda tak:

PROMPT 1

TIMEOUT 2
DEFAULT arch

LABEL arch
LINUX ../vmlinuz-linux
APPEND root=UUID=3cf259d1-72ba-4b9a-9b46-02fdf356f9eb ro quiet thradirqs
INITRD ../initramfs-linux.img

Jakby ktoś się zastanawiał skąd wziąć UUID:  blkid

threadirqs od dawna już używam do gitarowania. Wraz z rtirq daje 5ms opóźnienie bez konieczności kompilowania własnego kernela RT.

Atari SIDE :)

Zobaczyłem na Atariage zajawkę tego dysku solid state dla małego 8-bit Atari:

http://spiflash.org/block/16.html

i idea używania pamięci cf przez port cartridge Atari tak mi się spodobała, że całkowicie przeszła mi ochota na robienie/kupowanie sio2sd, o którym pisałem wcześniej. Jako, że niejaki Zaxon uruchomił preorder na Allegro, dziś jestem bez kasy. Zakupiłem i już nie mogę się doczekać. Tylko skąd ja wezmę na jedzonko dla dzieckuf ;/. Eh, retro-mania. To zaczyna być niebezpieczne hobby.

Z innych ciekawostek. Side nie obsługuje plików *.atr więc zacząłem się zastanawiać co to za format? Wychodzi na to, że to po prostu obrazy dyskietek, z których można wydłubać xexy np. za pomocą:

http://www.serious-dial.atari.pl/makeATR/

Myślałem sobie dalej: ciekawe, czy dałoby się taki xex skonwertować jakoś do formatu audio i nagrać na kasetę… No i, dałoby się. Na stronie:

http://home.planet.nl/~ernest/atarixle.html

Znalazłem programy: xex2cas, cas2wav, wav2cas.

Będę musiał kiedyś naprawić magnetofon XC12, z którym przyszło zamówione przeze mnie ostatnio Atari i spróbować też w tym kierunku. Kolejne pytanie: czy da się takiego xexa skonwertować na wav w formacie Turbo Rom Plus? Ok, ok. Dość już ;).

Update: WAV w  Turbo też się da zrobić i to w różnorodnych formatach, bezpośrednio z xex:

http://www.baktra.wz.cz/software/turgen2.html

Jest też a8cas-util (odpaliłem pod Linuksem bez problemu, ale pliku wav w Turbo wygenerować mi się nie udało, mimo użycia opcji conv –turbo turborom plik generowany jest nadal w „standardzie”) i róznorakie wersje Magotrans, np. tu.

A dziś, w oczekiwaniu na Side, podlutuje sobie kabelek audio do magnetofonu XC12 (thnx Zaxon) i spróbuje wgrać wygenerowane wav-y w Turbo prosto z PC, albo z empeczy playera ;).

Update: Dużo lepszym rozwiązaniem od modyfikacji magnetofonu, jest jego całkowite popsucie i wyprucie kabla z wtyczką na potrzeby sio2pc, ale do tego dojrzałem nieco później.

Retr0bright.

Jeszcze o jednym zapomniałem napisać w kwestii moich ostatnich retro-wpomnień i retro-zakupów. Obserwując aukcje z Atarynkami na Allegro zauważyłem, że sporo z tych komputerów paskudnie pożółkło, a niektóre z nich są jak nowe. Wydawało mi się to podejrzane, aż trafiłem na stronę Retr0bright:

Więcej zdjęć tutaj. Składniki opisane są nawet w Wikipedii:

http://en.wikipedia.org/wiki/Retr0bright

Wodę utlenioną  mam, wybielacz z TAED gdzieś też się znajdzie, lampka UV… gdzieś jest. Trzeba będzie to kiedyś przetestować. Efekt widoczny w galerii jest niesamowity. Ciekawe w jakim stanie przyjdzie kupione przeze mnie ostatnio Atari ;).

Retrogaming. Atari800XE.

Święta idą. Spotkaliśmy się ostatnio z Gosią i Mariuszem. Mariusz przyszedł w koszulce z logo Atari, co zapoczątkowało retro-wspominki.  W trakcie konsumpcji wielu piwów Mariusz pochwalił się zmontowaniem interfejsu sio2sd do Atarynki. Uśmiechnąłem się w duchu do nostalgiczno-sentymentalnego pomysłu zakupu prawdziwego Atari i nie minął tydzień, a udało mi się jedno zakupić (emulator to jednak nie to samo). Co prawda chciałem upolować model Atari który kiedyś miałem – 130XE – nie było to jednak tak łatwe, bo ceny są nieco zbyt wysokie jak dla mnie.

Stanęło w końcu na 800XE. W razie czego dodam bez większych problemów 65kB pamięci (płyty 800XE i 130XE są takie same), a jeśli się okaże, że GTIA jest uszkodzone, a w przypadku 130XE szanse na ten stan rzeczy były podobne, zakupi się kiedyś uszkodzone 800XL i przelutuje GTIA :). Inna kwestia która zadecydowała o zakupie 800XE to fakt, że ze względu na „wiek”, jest szansa na działającą klawiaturę.

Sio2sd kupię sobie gotowe, bo aktualnie brak czasu i warunków na trawienie płytki i jej zlutowanie. Pozostanie tylko zrobienie jakiejś sprytnej obudowy.

W planach mam jeszcze zakup ZX Spectrum, niestety chyba +, bo obawiam się, że Spectrum 48k z gumową, działającą klawiaturą raczej nie uda się kupić  i może jeszcze Commodore Vic-20 🙂 (o Meritum i Elwro800 nawet nie wspominam, bo to pewnie teraz niedostępne cacka).

Jak dobrze pójdzie, jeszcze w tym tygodniu poeksperymentuje z assemblerem 6502.

Cort X6 – wymiana mostka – TRS-101.

Po wymianie pickupów na Dimarzio D-Activator, przyszedł czas na wymianę mostka. Oryginalny się zużył. Od biedy mógłbym wymienić wózki, ale ramienia Floyda wymienić się nie dało, a tego nigdy nie dało się porządnie dokręcić, zawsze miał luzy, które przechodziły na przetwornik w postaci stuków-puków.

Początkowo chciałem kupić double locking koreańskiej firmy Sung Il, ale zostałem przekonany przez właściciela Guitarproject do mostka TRS-101:

TRS-101

Cholera wie, jak się tak na prawdę ma do mostków TRS montowanych w Ibanezach. Najbardziej przypomina Lo-TRS. Egzemplarz który do mnie dotarł raczej nie jest (jak reklamuje go Guitar Project) produktem japońskim. Coś mi się wydaje, że to mostek produkowany w Korei, na które to mostki tak nadają Ibanezowcy (na bloku nie ma oznakowania Takeuchi, Made In Japan), ale na forach Ibaneza psy wieszają na Lo-TRS2. Z kolei Lo-TRS2 ma inne mocowania wózków (jak w Corcie) i wajchę dokręcaną nakrętką (jak w Corcie). Sam już nie wiem.

Ale… co tam. Przyszła sobota, montujemy! I co? Dupa. Okazuje się, że TRS jest nieco dłuższy od starego mostka i trzeba frezować otwór w desce…

Stwierdziłem, że sam tego robił nie będę. Poszukałem lutnika i znalazłem kogoś, chętnego w niedzielę oglądnąć gitarę (update: lutnik ze Szczyglic k/Balic, strona już nie istnieje, ale lutnik chyba jeszcze funkcjonuje):

http://lutnik-krakow.webpark.pl/

Gitara była gotowa na wtorek (dziś). Nie ma śladu na lakierze po frezarce. Bolce na których opiera się ostrze mostka zostały oryginalne, bo ponoć tuleje, w które się je wkręca są przyspawane do jakiejś blachy wewnątrz dechy… (dziwne co tam robi jakaś blacha). Nie upierałem się co do instalacji tych które przyszły z TRS-em. Koszt frezowania: 50zł. Lutnik skromny i sympatyczny. Pewnie nie raz jeszcze go odwiedzę, zwłaszcza, że od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie zakup jakiegoś klasycznego „japończyka” z lat 70-tych do renowacji.

Założyłem mostek. Postanowiłem, że zostawie to dziwne fabryczne ustawienie menzury, tylko lekko poprzesuwam wózki, żeby mieć możliwość regulacji w każdą stronę. Okazało się, że wózka struny G nie da się przestawić w pierwszą dziurkę, trzeba by przegwintować gwint śruby mocującej, bo się nie wkręca. Zostawiłem wózek w drugiej dziurce, tak jak przyszło, przerażony jednak, że regulacja menzury zajmie wieki (albo w ogóle nie będzie możliwa), bo w oryginalnym mostku menzura ustawiona była zupełnie inaczej (regulował mi ją niejaki Piotrek z nieistniejącego już sklepu „U doroty” na rynku, a ja starałem się trzymać tego samego rozmiaru strun).

Okazało się, że gitara stroi lepiej niż na starym mostku, kompletnie bez regulacji menzury. Chyba mam farta :>. Delikatnie skorygowałem menzurę dwóch strun i jest na prawdę ok.

Na plus: stabilna wajcha tremolo. Po wkręceniu (ramie gwintowane) nic się nie tłucze. Mostek wraca na swoje miejsce. Fajny sustain.

Na minus: gwinty mocujące wózki do przegwintowania, blok (taki kawałek metalu niby odpowiedzialny za sustain) wykonany z jakiegoś byle jakiego stopu w jasnym kolorze. Oryginalny wygląda dużo solidniej. Ponoć to ma znaczenie. Blok mogę sobie wyrzeźbić na warsztacie w firmie… Tylko pytanie czy warto.

Pograć jeszcze nie zdąrzyłem. Poczekamy do jutra, jak się struny naciągną.

Kiedyś jeszcze wymienię w tej gitarce klucze i może sobie ją jakoś fikuśnie pomaluje :). Ale to za parę lat.

PS. Mostek tak na prawdę zamówiła mi moja kochana żonka :P. Pod warunkiem, że będę jej grał przynajmniej 3 razy w tygodniu.