Wolność słowa w polskim wydaniu.

Jak może coponiektórzy wiedzą, zaglądam regularnie na mniej skrępowane portale informacyjne spoza tzw. głównego nurtu. Dziś głośno się zrobiło z powodu usunięcia bloga pracowniczego Fiat Auto Poland, którego założycielem był niejaki Fiatowiec.

http://cirilla.nowyekran.pl/post/31221,protest-przeciwko-likwidacji-bloga-fiatowca-na-newsweeku

Smutne to osiągnięcie, po 20 latach w „Wolnej Polsce”. Tak się złożyło, że niedawno odbyłem dość długą rozmowę z jednym ze starszych kolegów, którzy lepiej pamiętają dawne czasy. Doszliśmy do tego samego wniosku – wolność za tzw. komuny, dla szarego zjadacza chleba była o wiele mniej skrępowana niż jej obecna wersja. Dziś mamy wszechinwigilację, poruszamy się 24 godziny na różnych rodzajach smyczy, a jak tylko zaczniemy ujadać w złą stronę lub w złym tonie, smycz obcina nam głowę. Dziś też żyjemy pod presją buciora, który w każdej chwili może nas rozsmarować po chodniku jak małego robaka. Prawda jest taka, że dla wielu, życie dzisiaj obarczone jest dużo większym strachem o swój los, znacznie ciężej trzeba też machać rękami i nogami żeby nie utonąć w tej wolności…

Eh. To nawet nie nastraja mnie melancholijnie. To jest stan mocno depresyjny. I nie pociesza mnie fakt, że jestem posiadaczem paszportu, za który nie musiałem podpisać lojalki. Jakie to ma znaczenie? Podpisałem inne zobowiązania, które mnie tu trzymać będą, a i dzięki nim nigdzie się nie wybieram, chyba że na wycieczkę all inclusive. Chociaż, zaraz. O czym ja mówię? Nie stać mnie na to. W pierwszej kolejności trzeba dziecku buty i kurtkę kupić, a potem dać mu jeść. I czym to się różni od sytuacji naszych rodziców?

Reklamy

Łupki – wrogie przejęcie.

Zacytuję tu fragment artykułu, który nieco mną wstrząsnął:

Według głęboko ukrytych na portalach internetowych informacji wynika, że Ministerstwo Środowiska wydało 101 koncesji na poszukiwanie gazu 25 firmom. Pozornie żadna z koncesji nie należy  oficjalnie do firmy z rosyjskim kapitałem ale – co ostatnio podała  internetowa – „Dziennik Gazeta Prawna w rzeczywistości co piąta jest w rękach rosyjskich firm. Rosjanie uzyskali koncesje przejmując spółki które już miały na nie zezwolenia.  Według ekspertów Rosjanom  może zależeć na blokowaniu eksploatacji polskich złóż, gdyż zagrażają ich interesom.

 I teraz najlepsze.

Polska o tym nie wiedziała. Europarlamentarzyści PO Lena Kolarska-Bobińska i Jacek Saryusz-Wolski dowiedzieli się o tym że już 21 % koncesji jest w rękach rosyjskich od Komisji Europejskiej.

Całość tutaj. Wnioski mam niecenzuralne. Pozostaje mi tylko mieć nadzieje, że Polacy w ciągu ostatnich 4 lat nieco zmądrzeli… Ale jak to mówią: nadzieją matką głupich.

Kazik się rehabilituje?

Wczoraj w TVP info trafiłem na reportaż ze spotkania przedwyborczego Jarosława Kaczyńskiego, w którym kilkukrotnie dziękował Kazikowi. Zaciekawiło mnie to, bo Kazik od dość dawna kojarzył mi się głównie z jakimś dziwnym pseudo-liberalnym rozdarciem… Mówiąc wprost – gadał jakby się sprzedał, a potem nie radząc sobie z tym, kompletnie pogubił. A tu taki kwiatek:

– Lech Kaczyński powinien mieć pomnik w Warszawie?
– Oczywiście, że powinien. Bez względu na opinie o nim – zginął na posterunku, pełniąc obowiązki głowy państwa, a nie u siebie na działce, zabijając się szpadlem. A poza tym – czy nam się to podoba czy nie – był najlepszym prezydentem Polski ostatniego 20-lecia. Bo kto, jeśli nie on? Jaruzelski? Wałęsa? Nie wygłupiajmy się… A może Kwaśniewski, który do Charkowa, na groby polskich żołnierzy pojechał pijany? Długo nie dostrzegałem niestosowności tej sytuacji. Do czasu, aż uświadomiłem sobie taką rzecz: a jakby to prezydent Izraela przyjechał do Auschwitz i się zataczał?

– A Bronisław Komorowski?
– Jaki jest, każdy widzi… (śmiech). Kaczyńskiemu ten pomnik się należy.

– Głosowałeś w ostatnich wyborach na PO.
– Głosowałem, ale z własnej ignorancji i z ulegania baraniej panice – ulegając panice antypisowskiej. Tego żałuję. Daleki jestem od tego, by w czambuł potępiać rządy PiS. Dla mnie i dla mojej kieszeni to był bardzo dobry czas. Znieśli podatek od darowizny, od spadku, zmniejszyli dochodowy. Niestety kompletnie nie umieli sobie poradzić z wizerunkiem w mediach, czego i ja jestem najlepszym dowodem, widząc w nich wcielone zło. Ale ja to głupek jestem.

– A co jest największym błędem obecnego rządu?
– Wszystko. Niedotrzymanie ani jednej obietnicy wyborczej. Obiecywanie gruszek na wierzbie należy oczywiście do emploi zawodu polityka, ale PO zachowała się kompletnie cynicznie. A rząd popełnia gafę za gafą. Ot, choćby ostatnio wyczytałem, że w aferze hazardowej są wprawdzie jakieś dowody, ale nie takie, żeby postawić zarzuty… Czytaj: Miro i Zbycho coś broili, ale się im upiecze, bo ich osłaniają koledzy. Próba kupienia ustawy, bo z tym mieliśmy do czynienia w tej aferze, czyli sytuacja analogiczna do tej, która rozwaliła rząd Millera, teraz ma ujść na sucho. W zamian za to tłuszcza dostaje co raz to nowe elementy igrzysk, jak kastrowanie pedofili, walka z dopalaczami i kibicami. Mówię kibicami, bo nie uznaję dychotomii kibol-kibic.

Całość tutaj. Jak w przysłowiu, tylko krowa nie zmienia zdania. Lepiej późno niż wcale. Mam nadzieję, że wróci do muzyki z tym nowym spojrzeniem.

Polska to bogaty kraj…

Cholera, musimy w oczach naszej kochanej władzy, o której nie można nawet powiedzieć „Tola-ma-Donalda, Donald-ma-Tole” naprawdę być postrzegani jako bogacze. Po raz kolejny przekonuje sie, że kupując pewne rzeczy np. w UK (via Ebay) różnice cenowe na tych samych produktach (licząc z transportem do Polski) sięgają 30-40%.

Jak zwykle, próbuje jakoś to uzasadnić i mam dwie teorie:

1. Nasycenie rynku dobrami konsumpcyjnymi w krajach rozwiniętych jest tak duże, że klient nie musi, ale może kupić. U nas musi, bo np. pralka, wibrator, czy kosiarka po prostu się zepsuła po 15 latach wiernej psiej pracy.

2. Ci tam u korytka na górze uważają swoich wyborców za idiotów (bo i tak zagłosują, nie ważne ile zapłacą za pół litra).

Obie teorie wydają mi się dość prawdopodobne…

Polska w statystykach OECD.

Dane podaje za http://nowyekran.pl, który podaje je powołując się na jeszcze inne źródło. Nie podaje jakie, bo ewentualnym czytelnikom (których ten blog ma niewielu) będzie łatwiej je przyswoić bez kontekstu. Zresztą to dane ogólnie dostępne na  http://www.oecd.orghttp://www.doingbusiness.org:

Przeciętny Polak pracuje aż 2015 godzin w roku (pracowitsi są od nas Koreańczycy – 2074 godziny), a daleko za nami są uznawani za bardzo pracowitych Japończycy (1733 godziny), Niemcy (1309 godzin) czy Holendrzy (1288 godzin).”…” Nieprzypadkowo w rankingu Doing Business 2010, opisującym łatwość robienia interesów, Polska jest na 70 miejscu wśród badanych 183 krajów. Nieprzypadkowo Polska zajmuje niechlubne 164. miejsce pod względem radzenia sobie z pozwoleniami na budowę. Nic nie usprawiedliwia tego, by Polska była dopiero na 121 miejscu w kategorii łatwości płacenia podatków. Tak jak nic nie usprawiedliwia 81 pozycji Polski w kategorii „łatwość zamykania biznesu” czy 77 miejsca w kategorii „wprowadzania w życie kontraktów”…”Wystarczy stwierdzić, że uniwersytet w Helsinkach jest już 72. w tzw. rankingu szanghajskim, podczas gdy najlepszy z polskich Uniwersytet Jagielloński – 320, a drugi, który się mieści w pierwszej pięćsetce, Uniwersytet Warszawski (największy w Polsce) – znalazł się na miejscu 396, o trzy pozycje niżej od małego uniwersytetu w fińskim Turku.”….”W dodatku, w przeciwieństwie do Finlandii, absolwenci naszych uczelni kompletnie nie interesują polskiego rządu i państwa, czyli z dyplomem trafiają prosto na bezrobocie (już ponad 50 proc. absolwentów nie znajduje pracy”….”O zapóźnieniu Polski pod względem nowoczesności ….Według danych Komisji Europejskiej Polska znajduje się na ostatnim miejscu wśród krajów UE pod względem procentowego udziału w eksporcie wyrobów wysokiej techniki.”…..”Równie źle wypadamy pod względem innowacyjności (wedle danych unijnej organizacji Pro Inno Europe):wyprzedzamy w Unii jedynie Litwę, Rumunię, Łotwę i Bułgarię,”…”Według wydanego przez Komisję Europejską opracowania podsumowującego „największe osiągnięcia UE w nauce i badaniach naukowych” zajmujemy:- 13. miejsce pod względem wielkości funduszy pozyskanych w ramach siódmego programu ramowego (badania i rozwój technologiczny); – 19 miejsce pod względem wskaźnika sukcesu w ramach siódmego programu ramowego; – 22 miejsce pod względem intensywności w dziedzinie badań i rozwoju (czyli odsetka PKB wypracowywanego w tym sektorze); – 23 miejsce pod względem łącznego indeksu innowacyjności; – 25 miejsce pod względem liczby wniosków patentowych (na milion mieszkańców)oraz – 27 miejsce w eksporcie nowoczesnych technologii (liczonych jako odsetek całkowitej wartości eksportu).”….”nakłady na badania i rozwój ….(Polska ) 0,7 proc. PKB….W Szwecji, która przoduje w Europie, te nakłady wynoszą 3,8 proc. PKB, w Finlandii – 3,4 proc., w Niemczech – 2,5 proc., w Słowenii – 1,45 proc., a w Czechach – 1,4 proc. Miejmy świadomość tego, że jeden amerykański uniwersytet Stanforda dysponuje o 30 proc. większymi środkami (nie licząc gigantycznego funduszu rezerwowego), niż wynosi cały budżet polskiej nauki. Miejmy świadomość, że finansowanie nauki w Polsce na mieszkańca jest prawie dziesięciokrotnie niższe od średniej w starych państwach Unii (19 euro wobec 185 euro).

Pozostawiam to bez komentarza. Myślący wymyślą swój własny (i może dodadzą go poniżej), idioci będą dalej wierzyć w cuda.

O wyborach okiem tatusia.

Ostatnio trafiłem na felieton Sakiewicza, który 100% oddaje moje nastroje przed drugą turą wyborów prezydenckich (ale też w kwestii nadchodzących samorządowych i parlamentarnych):

Nie chcę Komorowskiego nie dlatego, że jest drętwy, dupowaty, nie ma pojęcia o ekonomii i jest niedouczony z podstaw geografii. Wszak w Samoobronie też to była norma, a jakoś ich ścierpiałem. Jestem przeciw Komorowskiemu, ponieważ broni WSI, należy do bezideowej grupy biznesowo-politycznej, która od ponad dwudziestu lat trzęsie Polską, oddala nas od sojuszu z USA, a przybliża do rosyjskiej strefy wpływów. Obarczam jego ekipę polityczną winą za stan obecnego śledztwa w sprawie katastrofy w Smoleńsku, a nawet za to, że elita polskiego państwa została na taką katastrofę narażona. Wolę Kaczyńskiego, bo ufam, że nigdy nie pogodzi się z tuszowaniem śledztwa w sprawie największej tragedii po 1945 r., zadba o to, żeby Polska nie stała się zabawką w rękach ościennych krajów, a po jego zwycięstwie zwykli zjadacze chleba będą mieli choć jeden urząd dbający o ich prawa.

Całość tekstu tutaj.