Żegnaj mamo.

Będzie nam Ciebie brakowało.

W poprzednią niedzielę (24.06) podczas naszej ostatniej rozmowy telefonicznej mama straciła przytomność. Umierała trzy razy. To co się wydarzyło między 24 czerwca a 1 lipca chciałbym za jakiś czas opisać, ale nie wiem czy to odpowiednie miejsce.  Z drugiej strony, powinniśmy wszyscy wiedzieć co może nas spotkać. Dotyczy to każdego, bo każdy z nas może kiedyś zapaść w śpiączkę i każdy może zostać przez lekarzy skreślony na etapie przyjęcia na oddział intensywnej terapii… O kwestii wypisywania pacjenta w stanie ciężkim po 2 tygodniach w śpiączce i tematach temu towarzyszących nie potrafię racjonalnie w tym momencie myśleć.

Gdyby ktoś ze Was znał moją mamę, to pożegnamy ją w piątek 6.07 o godz. 11.00 na Cmentarzu Podgórskim w Krakowie.

Ania Jagoda :).

No i przyszła wreszcie do nas. Trochę na siłę, ale wierzę w to, że pani doktor wiedziała co robi przyspieszając poród. Ania ma 54cm, 3200 gram i jest bardzo podobna do Kubusia 😉

W porównaniu do Kubula, jest jednak znacznie mniej posiniaczona (choć jedno oczko też ma podzelowane ;)) i straszny z niej głodomorek.

Co do samego porodu. Cóż, z perspektywy faceta stojącego z boku było dość trudno. Obserwowanie jak cierpi ktoś kogo kochasz, bez możliwości zrobienia czegokolwiek… chyba nie chcę już więcej. I tym razem położne i nasza pani doktor, były na miejscu i zrobiły swoje. I tym razem Kasia nie dostała znieczulenia, a po oksytocynie różowo nie było. Na szczęście wszystko to ma swój cel i przynajmniej w ten sposób można to sobie tłumaczyć.

Porodówka po remoncie, niby fajnie, ładnie i kolorowo, ale jakoś ten cały sprzęt wydaje się mało praktyczny. Np. nowe łóżko porodowe – chyba nawet poświęcone przez biskupa Dziwisza – niby ładne, niby automatyczne, ale jak przyszło do rodzenia, to wszystko ciekło na podłogę, a podczas właściwego porodu położna musiała posiłkować się dużym workiem foliowym rozerwanym w pół (żeby sprzątania podłogi było mniej).  Porażka…

Mamucha jeszcze w dobrej formie

Przerażające? Nie bardzo.

Ale wy jesteście byrzydycy!

Mam nadzieję, że w czwartek Kasia i Ania wrócą do domu. Ciekawy jestem jak zareaguje Kubuś?

Wolność słowa w polskim wydaniu.

Jak może coponiektórzy wiedzą, zaglądam regularnie na mniej skrępowane portale informacyjne spoza tzw. głównego nurtu. Dziś głośno się zrobiło z powodu usunięcia bloga pracowniczego Fiat Auto Poland, którego założycielem był niejaki Fiatowiec.

http://cirilla.nowyekran.pl/post/31221,protest-przeciwko-likwidacji-bloga-fiatowca-na-newsweeku

Smutne to osiągnięcie, po 20 latach w „Wolnej Polsce”. Tak się złożyło, że niedawno odbyłem dość długą rozmowę z jednym ze starszych kolegów, którzy lepiej pamiętają dawne czasy. Doszliśmy do tego samego wniosku – wolność za tzw. komuny, dla szarego zjadacza chleba była o wiele mniej skrępowana niż jej obecna wersja. Dziś mamy wszechinwigilację, poruszamy się 24 godziny na różnych rodzajach smyczy, a jak tylko zaczniemy ujadać w złą stronę lub w złym tonie, smycz obcina nam głowę. Dziś też żyjemy pod presją buciora, który w każdej chwili może nas rozsmarować po chodniku jak małego robaka. Prawda jest taka, że dla wielu, życie dzisiaj obarczone jest dużo większym strachem o swój los, znacznie ciężej trzeba też machać rękami i nogami żeby nie utonąć w tej wolności…

Eh. To nawet nie nastraja mnie melancholijnie. To jest stan mocno depresyjny. I nie pociesza mnie fakt, że jestem posiadaczem paszportu, za który nie musiałem podpisać lojalki. Jakie to ma znaczenie? Podpisałem inne zobowiązania, które mnie tu trzymać będą, a i dzięki nim nigdzie się nie wybieram, chyba że na wycieczkę all inclusive. Chociaż, zaraz. O czym ja mówię? Nie stać mnie na to. W pierwszej kolejności trzeba dziecku buty i kurtkę kupić, a potem dać mu jeść. I czym to się różni od sytuacji naszych rodziców?

Kazik się rehabilituje?

Wczoraj w TVP info trafiłem na reportaż ze spotkania przedwyborczego Jarosława Kaczyńskiego, w którym kilkukrotnie dziękował Kazikowi. Zaciekawiło mnie to, bo Kazik od dość dawna kojarzył mi się głównie z jakimś dziwnym pseudo-liberalnym rozdarciem… Mówiąc wprost – gadał jakby się sprzedał, a potem nie radząc sobie z tym, kompletnie pogubił. A tu taki kwiatek:

– Lech Kaczyński powinien mieć pomnik w Warszawie?
– Oczywiście, że powinien. Bez względu na opinie o nim – zginął na posterunku, pełniąc obowiązki głowy państwa, a nie u siebie na działce, zabijając się szpadlem. A poza tym – czy nam się to podoba czy nie – był najlepszym prezydentem Polski ostatniego 20-lecia. Bo kto, jeśli nie on? Jaruzelski? Wałęsa? Nie wygłupiajmy się… A może Kwaśniewski, który do Charkowa, na groby polskich żołnierzy pojechał pijany? Długo nie dostrzegałem niestosowności tej sytuacji. Do czasu, aż uświadomiłem sobie taką rzecz: a jakby to prezydent Izraela przyjechał do Auschwitz i się zataczał?

– A Bronisław Komorowski?
– Jaki jest, każdy widzi… (śmiech). Kaczyńskiemu ten pomnik się należy.

– Głosowałeś w ostatnich wyborach na PO.
– Głosowałem, ale z własnej ignorancji i z ulegania baraniej panice – ulegając panice antypisowskiej. Tego żałuję. Daleki jestem od tego, by w czambuł potępiać rządy PiS. Dla mnie i dla mojej kieszeni to był bardzo dobry czas. Znieśli podatek od darowizny, od spadku, zmniejszyli dochodowy. Niestety kompletnie nie umieli sobie poradzić z wizerunkiem w mediach, czego i ja jestem najlepszym dowodem, widząc w nich wcielone zło. Ale ja to głupek jestem.

– A co jest największym błędem obecnego rządu?
– Wszystko. Niedotrzymanie ani jednej obietnicy wyborczej. Obiecywanie gruszek na wierzbie należy oczywiście do emploi zawodu polityka, ale PO zachowała się kompletnie cynicznie. A rząd popełnia gafę za gafą. Ot, choćby ostatnio wyczytałem, że w aferze hazardowej są wprawdzie jakieś dowody, ale nie takie, żeby postawić zarzuty… Czytaj: Miro i Zbycho coś broili, ale się im upiecze, bo ich osłaniają koledzy. Próba kupienia ustawy, bo z tym mieliśmy do czynienia w tej aferze, czyli sytuacja analogiczna do tej, która rozwaliła rząd Millera, teraz ma ujść na sucho. W zamian za to tłuszcza dostaje co raz to nowe elementy igrzysk, jak kastrowanie pedofili, walka z dopalaczami i kibicami. Mówię kibicami, bo nie uznaję dychotomii kibol-kibic.

Całość tutaj. Jak w przysłowiu, tylko krowa nie zmienia zdania. Lepiej późno niż wcale. Mam nadzieję, że wróci do muzyki z tym nowym spojrzeniem.

Proza życia…

Mam ochotę na blusa i flaszkę w samotności. Niestety w najbliższych dniach niewykonalne. Czemu blusa? Bo oglądanie siebie za lat czterdzieści kilka przygnębia, bo pracuje w nienormalnej firmie, w nienormalnym kraju i niby zarabiam nienajgorzej, a brakuje do pierwszego. Bo moja mama miała ciężki zawał i nic nie mogę zrobić, tylko się do niej ciepło uśmiechać i wierzyć, że będzie dobrze… Kurwa mać. To nie fair. Tym razem to chyba ja potrzebuje wsparcia, bo czuję pustkę i niemoc.

Polska to bogaty kraj…

Cholera, musimy w oczach naszej kochanej władzy, o której nie można nawet powiedzieć „Tola-ma-Donalda, Donald-ma-Tole” naprawdę być postrzegani jako bogacze. Po raz kolejny przekonuje sie, że kupując pewne rzeczy np. w UK (via Ebay) różnice cenowe na tych samych produktach (licząc z transportem do Polski) sięgają 30-40%.

Jak zwykle, próbuje jakoś to uzasadnić i mam dwie teorie:

1. Nasycenie rynku dobrami konsumpcyjnymi w krajach rozwiniętych jest tak duże, że klient nie musi, ale może kupić. U nas musi, bo np. pralka, wibrator, czy kosiarka po prostu się zepsuła po 15 latach wiernej psiej pracy.

2. Ci tam u korytka na górze uważają swoich wyborców za idiotów (bo i tak zagłosują, nie ważne ile zapłacą za pół litra).

Obie teorie wydają mi się dość prawdopodobne…

Polska w statystykach OECD.

Dane podaje za http://nowyekran.pl, który podaje je powołując się na jeszcze inne źródło. Nie podaje jakie, bo ewentualnym czytelnikom (których ten blog ma niewielu) będzie łatwiej je przyswoić bez kontekstu. Zresztą to dane ogólnie dostępne na  http://www.oecd.orghttp://www.doingbusiness.org:

Przeciętny Polak pracuje aż 2015 godzin w roku (pracowitsi są od nas Koreańczycy – 2074 godziny), a daleko za nami są uznawani za bardzo pracowitych Japończycy (1733 godziny), Niemcy (1309 godzin) czy Holendrzy (1288 godzin).”…” Nieprzypadkowo w rankingu Doing Business 2010, opisującym łatwość robienia interesów, Polska jest na 70 miejscu wśród badanych 183 krajów. Nieprzypadkowo Polska zajmuje niechlubne 164. miejsce pod względem radzenia sobie z pozwoleniami na budowę. Nic nie usprawiedliwia tego, by Polska była dopiero na 121 miejscu w kategorii łatwości płacenia podatków. Tak jak nic nie usprawiedliwia 81 pozycji Polski w kategorii „łatwość zamykania biznesu” czy 77 miejsca w kategorii „wprowadzania w życie kontraktów”…”Wystarczy stwierdzić, że uniwersytet w Helsinkach jest już 72. w tzw. rankingu szanghajskim, podczas gdy najlepszy z polskich Uniwersytet Jagielloński – 320, a drugi, który się mieści w pierwszej pięćsetce, Uniwersytet Warszawski (największy w Polsce) – znalazł się na miejscu 396, o trzy pozycje niżej od małego uniwersytetu w fińskim Turku.”….”W dodatku, w przeciwieństwie do Finlandii, absolwenci naszych uczelni kompletnie nie interesują polskiego rządu i państwa, czyli z dyplomem trafiają prosto na bezrobocie (już ponad 50 proc. absolwentów nie znajduje pracy”….”O zapóźnieniu Polski pod względem nowoczesności ….Według danych Komisji Europejskiej Polska znajduje się na ostatnim miejscu wśród krajów UE pod względem procentowego udziału w eksporcie wyrobów wysokiej techniki.”…..”Równie źle wypadamy pod względem innowacyjności (wedle danych unijnej organizacji Pro Inno Europe):wyprzedzamy w Unii jedynie Litwę, Rumunię, Łotwę i Bułgarię,”…”Według wydanego przez Komisję Europejską opracowania podsumowującego „największe osiągnięcia UE w nauce i badaniach naukowych” zajmujemy:- 13. miejsce pod względem wielkości funduszy pozyskanych w ramach siódmego programu ramowego (badania i rozwój technologiczny); – 19 miejsce pod względem wskaźnika sukcesu w ramach siódmego programu ramowego; – 22 miejsce pod względem intensywności w dziedzinie badań i rozwoju (czyli odsetka PKB wypracowywanego w tym sektorze); – 23 miejsce pod względem łącznego indeksu innowacyjności; – 25 miejsce pod względem liczby wniosków patentowych (na milion mieszkańców)oraz – 27 miejsce w eksporcie nowoczesnych technologii (liczonych jako odsetek całkowitej wartości eksportu).”….”nakłady na badania i rozwój ….(Polska ) 0,7 proc. PKB….W Szwecji, która przoduje w Europie, te nakłady wynoszą 3,8 proc. PKB, w Finlandii – 3,4 proc., w Niemczech – 2,5 proc., w Słowenii – 1,45 proc., a w Czechach – 1,4 proc. Miejmy świadomość tego, że jeden amerykański uniwersytet Stanforda dysponuje o 30 proc. większymi środkami (nie licząc gigantycznego funduszu rezerwowego), niż wynosi cały budżet polskiej nauki. Miejmy świadomość, że finansowanie nauki w Polsce na mieszkańca jest prawie dziesięciokrotnie niższe od średniej w starych państwach Unii (19 euro wobec 185 euro).

Pozostawiam to bez komentarza. Myślący wymyślą swój własny (i może dodadzą go poniżej), idioci będą dalej wierzyć w cuda.